RSS
niedziela, 25 marca 2012

Teraz już wiem, że w przyszłym tygodniu dowiem się wreszcie, jak będą wyglądały następne dwa lata mojego życia. Co z tego, że miałem obiecane, że wszystko będzie jasne już w styczniu. I tak od 3 miesięcy żyłem w napięciu z tym obrzydliwym poczuciem, że zaraz mogę się dowiedzieć, i jeszcze gorszym rozczarowaniem gdy minęła godzina wysyłań wyników rekrutacji w danym dniu. od 15 stycznia do teraz (no dobra od ok. miesiąca mechanizm obronny powiedział, że pierdoli to i w sumie nie myślę o tym. Jednak już wiem, że to ostatni tydzień więc to wróci jak przeznaczenie w final destination, nawet w solarium ;)).

Tak to jest, że wszystkie zmiany jakie sobie porobiłem w życiu (i przede wszystkim brak wcielania w życie innych) spowodowały, że powinienem pragnąć tego jeszcze bardziej. Jednak reguła niedostępności już się przedawniła i ten cały plan na życie niezwykle mi zbrzydł. A z drzew węże syczą: KKKraków, WWWrocław, WWWarszaaawaaa. Pewnie, że już tyle uczyniłem dla jednej sprawy, że z niej nie mogę zrezygnować, bo albo bym był tchórzem, albo mentalnym dzieckiem, o którym bycie jestem podejrzewany, też przez siebie trochę.

Jedno wiem na pewno (chyba). Jak powiedzą, że jestem overqualified i zapraszają na magisterkę, to z racji zwlekania z decyzją wyśle im to zdjęcie z tym małym kibicem (zaraz poszukam foty, mam). Naprawdę, w świetle ostatnich wydarzeń wszedłem w specyficzny klimat duchowy, który chyba nie jest niczym dobrym, szczególnie w weekendy. Czekam więc...

niedziela, 30 października 2011

tak się w życiu dzieje, że będąc niezwykle świadomym młodym człowiekiem, widząc innych, starszych żalących się na swoje losy ludzi, mówimy: "no chuj, zrobił tak, bo tak chciał", "jego, kurwa sprawa". ale ciągle słyszę u nich, że my, współcześni młodzi niby mieliśmy większe perspektywy, słucham co mówi o komunizmach i innych. Doszedłem do wniosku, że po części ma rację, ale też jako jeden z niewielu pochwalił moje przyszłe studia zagraniczne. NIc nowego się od niego nie dowiedziałem, prócz tego, że w moim mniemaniu mimo nobliwości jest wciąż świadomym inteligentnym typem. Matka rzekła, że miał ksywę: filozof, no tak  Wiem, że jestem w tym egoistyczny, ale inaczej nie da się osiągnąć swoich życiowych celów. Jebać życiowe cele. chodzi o to, co daje wartość twoim planom, czyli czyny. Mogą ludzie mi mówić różnych rzeczy, ale moje powiewy infantylnizmu są nadzwyczajnie romantyczne i irracjonalne, a jeśli plany życiowe takie nie są to żywot jest albo niezwykle prosty, albo zaplanowany. Wszak nie ma nic prostszego niż planowanie swej przyszłości i uwaga: WIARA i NADZIEJA. że tak będzie przebiegać Twoja przyszłość. Tak mi przykro przeszłych znajomości, które zdecydowały się pójść maksymalnie w przyszłość odrywając się od minionych czasów. Myślę, że ta ich ucieczka  jest niezwykle zubożająca. Bo beze mnie ? no co Ty?.... serio? może warto? wiesz że nie....

wtorek, 26 lipca 2011

- w szafie ze skarpetkami, nie wiedzieć czemu tylko pojedyncze sztuki

- za oknem bezczelnie jakis dres puszcza seksualna nebezpeczna

- edukacyjne deja vu

W sumie mało ale przypomniały mi o tym co porzuciłem jakiś czas temu, i dobrze teraz jestem tu całkiem sam :D

Pora na psychoterapię, ja własnym lekarzem, pacjentem. Lekiem nieco sfatygowane sumienie i zdrowy rozsądek.

Pora do pracy: w teorii whisky i burze mózgów jak w Mad Men, w praktyce... puste ha...

sobota, 19 lutego 2011

po iluśtam miesiącach intelektualno-próżniaczej tułaczki zdobywając tytuły naukowe i bijąc rekordy w lenistwie postanowił zmienić się, na lepsze. Wprowadzić regularność:

- regularną naukę jezyków obcych

- regularną naukę branżowych zagadanień i praktycznych zastosowań

- regularne pisanie, gdy wszyscy uznali, że to koniec ;)

- regularną pracę nad wszestronnym rozwojem

- regularne dławienie się pasjonującymi doznaniami

 

a to wszystko pomógł odsłonić Old Smuggler :*

środa, 09 czerwca 2010

xyz
20:06:40
Ok
20:07:55
Gosciu mial 20 kredytow w roznych bankach u nas miedzy innymi u nas

Ja
20:08:10
i pewnie ma raka i umrze niedlugo?
20:08:20
ale teraz dyma na Kubie 16-latki?
20:08:21
:D


xyz

20:08:22
Wyslal nam list pozegnalny i sie po tym powiesil


środa, 19 maja 2010

:)xxxxxxx:)
19:58:00
oj biedny biedny
19:59:01
a ja mialam chujowy dzien bo wszystkie druzyny, ktorym kibicuje zjebaly
20:01:16
ale luz
20:01:19
dzisiaj sobie odbilam
20:01:27
zrobilam gowniarzom sprawdzian
20:01:30
]:->
20:01:33
i juz mi lepiej
20:01:37
bo same szmaty poleca
20:01:42
moze kilka trojczyn

 

ZAKSO, Mariuszu Jopie - to nie koniec konsekwencji Waszych czynów...


środa, 12 maja 2010

- dlaczego tydzien po zakończeniu brania antybiotyków po zapaleniu oskrzeli ciągle kaszlę?

- dlaczego jak idę się kąpać to Pani blokuje drzwi bo myje?

- dlaczego interakcjonizm symboliczny?

- dlaczego prokrastynacja? mogłem przecież mieć zespół touretta albo narkolepsje...

- dlaczego Mariusz Jop i oszukani sędziowie?

- dlaczego pingwiny są "czarnym piotrusiem"?

- dlaczego nekropijar a nie nekropiar?

- dlaczego [*]?

- dlaczego 4. raz z rzedu będzie deszcz na piastonalia?

 

kto zna odpowiedzi?

 

cenię czeską szkołę marketingu partyzanckiego

wtorek, 23 marca 2010

Robi się ciepło. Natura się budzi do życia. Metro na okładkach nakazuje pić wode Żywca, a ja mam dość konkretny spadek formy intelektualnej. Na dodatek wszystko mnie irytuje i potem sie zastanawiam po co ja wybucham, gdy ktoś do mnie mówi coś dziwnego. Rzeczywiście muszę magnez i melisę chyba wprowadzać do organizmu.

Zeszły tydzień był noooo inny. Najpierw remont w domu. W czwartek wyjazd do Pragi na emo koncert;). Bardzo fajnie było ujrzeć wokaliste z obiema zdrowymi rączkami(requiem for a dream) i niezmasakrowaną buzią (fight club). Jednak brak piosenek z 1. albumu i zaśpiewany cały niemal najnowszy (którego nie znałem) + zbyt częste wystawianie mikrofonu do publiczności zamiast poprostu zaśpiewanie kluczowych motywów, trochę mnie irytowało. Jednak nie będę kłamał, że było źle i nie fajnie, bo show było na pewno imponujące i czas spędzony z moimi kompanami był bezcenny ;). Pomimo, iż jeden jest uosobieniem rubaszności, drugi był niedźwiedziem a trzecia nie chciała zaintonować "You greedy cunt I am not a Bank of Scotland" ;). Oczywiście w dobie jutuba mogę wam wskazać mój Point of View

(dwa metry za tą panną co nakręciła to)

Chciałem jeszcze zwrócić uwagę na chłopców, którzy supportowali gwiazdorów wieczoru. Street Drum Corps są najbardziej industrialną kapelą jaką znam. A że nie znam innej takiej, to jestem przekonany, że mam rację bo gatunek muzyczny zgapiłem z wikipedii. Naprawdę mi się ich show podobał:

Przyznaję, jestem laikiem, ale gdy typ nawala metalowym kijem baseballowym w taki z amerykańskich filmów ;) kosz na śmieci ( film powyżej nie jest z Pragi), to wzbudza we mnie pierwotne instynkty ekscytacji i zwyczajnie raduje.

Drugim bohaterem zeszłego tygodnia był mój chimeryczny laptop. Najpierw smiał mi przycinać, by na drugi dzień się nie uruchamiać przez jakiś czas a w pt przestać działać w ogóle. Toteż musiałem specjalnie jechać wczoraj do Czewy, by go zareklamować. Jakież było moje ździwienie, gdy 99 razy sie wyłączał po 2 sekundach a tym 100 razem, i to na ironię z rąk pana z serwisu ładnie się uruchomić... dlatego pragnę mu zadedykować to:

Na koniec warto przytoczyć cytat tygodnia jednej z moich wrocławskich życzliwych koleżanek: "bo Przemek musi być zawsze najmądrzejszy". Prawda! A jak mi tylko IQ wróci do normy to umówię się z prof. Hawkingiem na squasha, by wyjaśnić mu, że moja wizja wszechświata jest prawdziwsza i w ogóle "najmojsza".

wtorek, 09 marca 2010

Ostatnie dni były dla mnie katorgą. Większości znajomym już jęczałem żaląc się, że mogę stracić pieniążki i motywację na następne miesiące mej edukacji specjalisty od komunikacji. Oczywiście  nie było tak, że biedny ja zostałem oszukany przez system. Po prostu przez moją opieszałość i bezczelną ignorancję jednego z wykładowców, cała pracę intelektualną (którą wykonałem, wykonuję i będę wykonywał, może nie olbrzymią jakąś, może średnią) mógł szlag trafić. No tak nie uczę się dla stypendium, ale w dobie dwóch kierunków i magisterki (oficjalnie) nie mam zbyt wiele czasu by podjąć pracę, więc warto czerpać profity ze średniej roku zeszłego i pracować na to samo w przyszłym sezonie, co by czesne były tańsze. No tak... termin złożenia indeksu był w sobote, a ja w zeszłą środę się dowiedziałem, że jeśli go nie oddam blokują mi stypendium i nie mam prawa ubiegać sie o nie na roku trzecim.... ale jak to? przecież już miesiąc temu zaliczyłem ostatni przedmiot tylko wpisów mi nie było jak zdobyć bo bywałem w innych miastach... przecież (2) jestem na uczelni prywatnej, której daje dużo pieniędzy i bez przesady. Sesje winni mi przedłużyć i nie groźić jakimś zabieraniem czegokolwiek. Dzwonię i pytam, słyszę: nie ma indeksu zdanego w sobotę to wyp... i zapomnij o zniżce na czesne.

No cóż to tylko 8 wpisów.... mam 3 dni ;) i jestem w Czewie. Sprawdzam plany, piszę maile, dzwonię po IPNach. Super, super do wieczora byłem umówiony na 7 wpisów. Ten ósmy to pewnie się odezwie w czwartek i sie załatwi... Nie odezwał się mimo, że dwukrotnie przyszło potwierdzenie odbioru. Nie ładnie, a na ironię w niedziele na zajęciach uczono nas zasad korespondencji, gdzie najpóźniej 24h po odbiorze powinien taki wykształcony człowiek obeznany w sztuce savoir vivre jak pan profi odpowiedzieć... Smutno by mi było, gdyby jeden wpis mnie załatwił, więc w piątek rano wybrałem się na uczelnie, z wydrukowanymi mailami, na których miesiąc wcześniej Pan profesor zobowiązał się do przepisania mi oceny z dziennych studiów. Chciałem po prostu, by dyrektor Instytutu przepisał mi tą ocenę i było po problemie. Moja iście ghandi'owska(?) charyzma co prawda do tego nie doprowadziła, ale przedłużyła mi sesje bez groźby utraty tego o czym piszę od kilku minut. Także w środę mój ostatni generator wpisów ma konsultacje i mam nadzieję, przejdzie wszystko bezproblemowo i zdam indeks, by potem umówiony z kolegami udać się na piwa i ps3 :D.

Myślę, że już wyczeprałem temat administracyjno-edukacyjny, i na razie nie będę wspominał o moich postępach nad pracą dyplomową;) kiedy indziej...(tak samo odpowiadam sobie jak mam sie brać za jej pisanie)

Jeszczę napiszę o "wielkim" wydarzeniu na które się wybieram, ale w następnym poście bo nie będę mieszał przyjemnego z frustrującym...

aaa i zakochałem się w rapie z RPA

 

i pamiętajcie, że neidługo wiosna, także refleksja na ten temat jak najbardziej wskazana. Sprzątajcie po swoim pupilu - to nie jest KUPA roboty :*

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Wczorajszego wieczoru i dzisiejszego poranka nie mogę zaliczyć do udanych. Na domiar złego, gdy wracałem z miasta spotkań w pociągu nie działało ogrzewanie (oczywiście jak jesień to zabija plemniki, ale w zimę musi być awaria - muszę chyba machnąć o tym oddzielny tekst) a -15 stopni to przecież nie Copa Cabana w lipcu. Podróż dzieliłem z pewną Panią, która cały czas ciamkała (jak w dniu świra-1), tak urwał nać głośno, że nawet podczas jazdy dźwięk ten wbijał mi igły w mózg. Byłem na skraju podjęcia decyzji o wyrwaniu półki spod okna i jebnięcia nią między górną a dolną szczękę, co by zakończyć ten niecny proceder.

Naprawdę nic nie wskazywało na to, że moje samopoczucie się poprawi. Jednak podczas przeglądania Internetu trafiłem jak mi się wydaje na odpowiedź, której szukałem od wielu miesięcy. Dotyczyła ona zjawiska, którego doświadczamy każdego dnia, którym się „jaramy” i wszyscy bierzemy udział w jego rozprzestrzenianiu. Coś co jeśli się mniej lub więcej naciągnie, może być nawet tematem pracy magisterskiej i to jak mi się wydaje bardzo oryginalnej. Będę tym żył do czasu, aż promotor sprowadzi mnie na ziemie (albo faza minie i stwierdzę, że po co;). Co z tego, że już powinienem mieć połowę pracy a ja tu się jaram alternatywą do mojego tematu, ale na chwile obecna o to nie dbam. Wystarczy, że czuję inspiracje i wszelkie inne problemy, chociaż na chwilę odeszły na dalszy plan. Po południu miałem taki sympatyczny nastrój (jak po energy drinku;), którego jednak dopiero teraz otworzyłem), że nawet ludzie w kolejce do kasy w polo markecie mnie nie wkurwiali… Chociaż na mięsnym jak mnie tyrpała babina wózkiem (jak w dniu świra-2), to już chciałem jej coś werbalnie przekazać, ale zgodnie z zasadą „niech no zrobi to jeszcze raz…”- czekałem na to. Miała jednak szczęście bo już mnie nie dotknęła… w sumie przecież spokojny jestem i mój lęk społeczny też ostatnio jest w normie, więc nie szukam konfliktów chodząc po supermarketach, aby dawać zrzędliwym staruszkom powody by mówić: „jaka ta dzisiejsza młodzież jest niewychowana”.

W chwili obecnej czuję się trochę wyeksploatowany dzisiejszym dniem. No cóż, jak się idzie z laptopem w torbie po zlodowaciałej ścieżce to poziom adrenaliny odpowiada nawet temu towarzyszącemu nocnej, samotnej przechadzce po nieoświetlonej drodze koło klubu dla gejów…

Fajnie, fajnie ale czas się przygotować na jutrzejsze dwa ważne pojedynki: Polska – Ukraina i Polska – Maghreb a wbrew pozorom nie są to łatwe „mecze” :D

 
1 , 2 , 3 , 4